Po czymś tak smutnym jak
Stranger In Moscow, potrzebne jest coś na odtrucie. To będzie długi tekst, ale wydaje się niemal podstawowy dla zrozumienia Michaela w ostatniej dekadzie jego życia, jaki był jego stan ducha po trudnych latach 90 a przed jeszcze trudniejszą następną dekadą. To dobry moment, a idealny dodatek do przesłania L.O.V.E. z właśnie wydanego na DVD i Blu-ray filmu
Michael Jackson's This Is It.
Tekst tygodnia:
Oxford Speech (2001)
Autor tekstu: Michael Jackson
Posłuchaj z YT<<
Trochę historii:
21. marca 2001 roku Michael wystąpił przed studentami uniwersytetu Oxford. Pretekstem było zaingurowanie jego nowej fundacji charytatywnej,
Heal The Kids.
Michaelowi towarzyszyły dwie osoby. Pierwszą z nich był Shmuley Boteach- ortodoksyjny rabin. Stał się on emisariuszem ruchu Chabad-Lubavitch w Oxfordzie, tworząc drugą największą społeczność na tymże uniwersytecie. Wzbudził kontrowersje, wypominając jednemu ze swoich rozmówców, że tamten określił Żydów jako osoby o zawężonych horyzontach i rasistów. Powoływał się też na uczonego, znanego naukowca, Stephena Jaya Goulda, który powiedział mu, że nie wierzy w ewolucję, tylko teorię przerywanej równowagi, według której organizmy nie ulegają stopniowej przemianie, a dokonują zmian w sposób skokowy.
Drugą osobą towarzyszącą Michaelowi był Uri Geller, który min. przedstawił Michaelowi Martina Bashira. Uri Geller to żydowski iluzjonista, który jest przekonany o tym, że ma zdolności paranormalne. W kontrolowanych warunkach nie zdołał ich jednak pokazać.
TEKST ORYGINALNY<<
Dziękuję, z całego serca dziękuję wam przyjaciele za tak ciepłe przyjęcie, panie prezydencie dziękuję za zaproszenie, którym czuję się wyróżniony.
Chcę również szczególnie podziękować tobie, Shmuley, który przez 11 lat służyłeś tu w Oxfordzie jako rabin. Jak sam wiesz, razem ciężko pracowaliśmy nie tylko nad stworzeniem "Heal the Kids", ale również nad książką o dziecięcych zdolnościach - w tych przedsięwzięciach byłeś mi nie tylko wsparciem, ale i przyjacielem. Chciałbym również podziękować pani Toba Friedman, naszej dyrektor zarządzającej "Heal the Kids", która dziś wieczorem powraca do swej dawnej Alma Mater, gdzie oddawała się pracy naukowej, podobnie jak Marilin Piels, inna ważna postaci w "Heal the kids".
Czuję się nieco stremowany przemawiając w miejscu, w którym przede mną stały takie osobistości, jak Matka Teresa, Albert Einstein, Ronald Regan, Robert Kennedy i Malcom X. Słyszałem nawet, że niegdyś pojawiła się tu Żaba Kermit - zawsze jakoś szczególnie bliskie było mi przesłanie Kermita o tym, jak trudno jest być zielonym. Wyobrażam sobie, że jemu wcale nie było łatwiej przemawiać z tego miejsca, niż mnie dziś.
Patrząc dziś na Oxford nie mogę nie zauważyć majestatu i wielkości tej wspaniałej instytucji, nie wspominając nawet o geniuszu niesamowitych i utalentowanych postaci, które przez stulecia przewinęły się przez te uliczki. Mury Oxfordu były nie tylko domem największych filozofów i naukowców - kształtowały także najbardziej cenionych autorów dziecięcej literatury - od J.R.R. Tolkiena do SC Lewis'a. Miałem okazję pokuśtykać* dziś przez hol obiadowy w Christ Church, gdzie w niezwykłych witrażach uwieczniono "Alicję w Krainie Czarów" Lewis'a Caroll'a. I nawet jeden z nas, Amerykanin, drogi Dr Seuss, udekorował te mury, przez co zostawił swój ślad w wyobraźni milionów dzieci na całym świecie.
Jak przypuszczam swoje wystąpienie tutaj powinienem rozpocząć od przedstawienia moich osiągnięć naukowych. Otóż, drodzy przyjaciele, nie utrzymuję, że posiadam akademicką wiedzę i umiejętności tych wszystkich mówców, którzy przemawiali w tej sali przede mną, podobnie jak i oni nie mogliby twierdzić, że umieli moonwalk - Einstein był tu wybitnie kiepski.
Mogę jednak śmiało stwierdzić, iż odwiedziłem tyle miejsc, poznałem tyle kultur, ile większość ludzi nigdy nie zobaczy. Ludzka wiedza składa się nie tylko z bibliotek, pergaminu i atramentu, ale tworzą ją także tomy wiedzy wpisane w ludzkie serca, wyryte w ludzkich duszach, wygrawerowane w ludzkich umysłach. Drodzy przyjaciele, doświadczyłem już tak wiele w moim stosunkowo krótkim życiu, że wciąż trudno mi uwierzyć, że mam tylko 42 lata. Często powtarzam Shmuley'owi, że w duchu czuję się jakbym miał przynajmniej 80 lat - a dziś poruszam się nawet jak 80-latek*. Proszę więc wysłuchajcie mojego przesłania, ponieważ to, co chcę Wam dziś przekazać może przynieść uzdrowienie ludzkości, może uleczyć naszą planetę.
Dzięki Bożej Łasce, miałem to szczęście, że mogłem osiągnąć tak wiele artystycznych i zawodowych celów już jak mały chłopiec. Ale to wszystko, co osiągnąłem nie jest równoznaczne z tym, kim jestem. W rzeczywistości, ten radosny pięciolatek, który śpiewał "Rockin' Robin" czy "Ben'a" dla zachwyconej publiczności nie był tym samym chłopcem, który ukrywał się za uśmiechem.
Tego wieczoru stoję tu przed wami nie jako ikona popu (cokolwiek to określenie znaczy), a jako przedstawiciel pokolenia, które nie wie już co to znaczy być dzieckiem.
Wszyscy jesteśmy produktami naszego dzieciństwa. Ja jednak jestem produktem braku dzieciństwa, braku tego wspaniałego czasu wypełnionego beztroską zabawą, wygrzewaniem się w słońcu, kiedy podziwiają cię rodzice i krewni, kiedy twoim największym wyzwaniem jest nauka do wielkiego sprawdzianu z ortografii na następny poniedziałek.
Ci z Was, którzy znają Jackson Five wiedzą, że zacząłem występować zaledwie w wieku pięciu lat i od tamtej pory nie przestałem tańczyć i śpiewać. I mimo, że występy, tworzenie muzyki wciąż pozostaje jedną z moich największych radości, w dzieciństwie nade wszystko chciałem być normalnym chłopcem. Chciałem budować domki na drzewach, toczyć bitwy na balony z wodą, bawić się w chowanego z przyjaciółmi. Jednak los chciał inaczej, mogłem jedynie z zazdrością patrzyć na zabawię i śmiechy wokół mnie.
Od życia zawodowego nie było odpoczynku. Jednak w niedziele wyruszałem nauczać - to misyjna posługa Świadków Jehowy. Właśnie wtedy, u innych, mogłem się przekonać, na czym polega magia dzieciństwa.
A ponieważ w tym czasie byłem już znany, musiałem przebierać się za grubaska, ubierać perukę, przyklejać brodę, zakładać okulary - i tak mogliśmy chodzić od domu do domu obrzeżach Południowej Kalifornii albo w centrach handlowych rozdawać "Strażnicę"**. Wprost uwielbiałem przekraczać progi tych zwykłych domów na przedmieściach i choć popatrzeć na puszyste dywany, bujane fotele, na dzieciaki grające w Monopol, na babcie zajmujące sie wnukami, na te wszystkie te wspaniałe, całkiem zwyczajne, jasne sceny z życia codziennego. Wiem, dla wielu to wszystko, to nic wielkiego. Dla mnie było jednak fascynujące.
Kiedyś sądziłem, że jestem jedynym, który nie doświadcza dzieciństwa, Wydawało mi się, że najwyżej na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy dzielą podobny los. Kiedy niedawno poznałem Shirley Temple Black, wspaniałą dziecięcą gwiazdę lat 30-tych i 40-tych, na początku nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem, po prostu płakaliśmy razem - ona znała ten ból, który był dziełem także innych moich bliskich przyjaciół - Elizabeth Taylor i McCauley Culkin.
Nie mówię tego po to, żeby zdobyć państwa sympatię czy współczucie, ale po to, by wyrazić moją pierwszą ważną myśl: nie tylko dziecięce gwiazdy z Hollywood cierpią z powodu braku dzieciństwa. Dziś to już światowa bolączka, globalna katastrofa. Nowoczesny styl życia zniszczył dzieciństwo. Wszędzie wokół nas jest masa dzieciaków, które nie wiedzą, czym jest radość, którym odmawiamy prawa do niej, którym nie pozwalamy na wolność czy nawet na samą świadomość, co znaczy być dzieckiem.
Dzisiejsze dzieci muszą szybciej dorastać, jakby ten rozdział życia zwany dzieciństwem był jakimś uciążliwym okresem, który należy jak najszybciej za sobą zamknąć. W tym temacie jestem z pewnością jednym z lepszych ekspertów.
Nasze pokolenie doświadczyło pogwałcenia umowy obowązującej między rodzicami a dziećmi. Psychologowie wydali już masę książek, szczegółowo opisujących destrukcyjne skutki odebrania własnym dzieciom tej bezwarunkowej miłości, która jest niezbędna dla zdrowego rozwoju ich umysłów, kształtowania ich charakterów. Przez te zaniedbania wiele dzieci musi tak naprawdę wychowywać się samych. Dorastają z dala od swoich rodziców, dziadków i innych krewnych, zaś ta niezniszczalna niegdyś więź, która łączyła pokolenia - zanika.
Pogwałcenie to dało początek nowemu pokoleniu, nazwijmy je Generacją O, które teraz zajęło miejsce Generacji X. Generacja O to pokolenie, które - jak się z zewnątrz wydaje, ma wszysztko - dobrobyt, sukces, modne ubrania, szybkie samochody, cierpi ono jednak na bolesną pustkę w środku. Ta pusta przestrzeń w klatce piersiowej, pustka w naszym środku, ta nicość w nas zajmuje to miejsce, gdzie niegdyś biło pełne miłości serce.
I to nie tylko dzieci cierpią. Cierpią również rodzice. Im więcej rośnie małych "dorosłych w ciałach dzieci", tym bardziej w zapomnienie popadają dziecięce cechy - a przecież tak wiele z z nich warte jest podtrzymywania w dorosłym życiu.
Miłość, Panie i Panowie, to najcenniejsza spuścizna ludzkości, najbogatszy spadek, złote dziedzictwo. Skarb ten przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Poprzednie generacje nie cieszyły się być może takim dobrobytem, jak my. W ich domach być może brakowało prądu, musieli mieścić się z gromadkami dzieci w małych domkach, pozbawionych centralnego ogrzewania. Ale domy ich nie były jednak ani ciemne, ani zimne. Rozświetlał je blask miłości, zaś ogrzewało przytulnie ciepło płynące z bicia ludzkiego serca. Rodzice nie gonili wtedy jeszcze za luksusem, nie liczył się dla nich status społeczny - najwyższym priorytetem były ich dzieci.
Jak wszyscy wiecie, nasze dwa państwa podzieliło to, co Thomas Jefferson nazwał "oczywistymi niezbywalnymi prawami". I podczas gdy my Amerykanie oraz Brytyjczycy możemy kwestionować słuszność jego poglądów, czego nigdy nie poddano dyskusji to fakt, że dzieci posiadają niezbywalne prawa, zaś stopniowy ich rozpad doprowadził do tego, iż dziś wiele dzieci pozbawionych jest poczucia bezpieczeństwa, które gwarantowało dzieciństwo.
Dlatego dziś chciałbym zaproponować, aby w każdym domu wprowadzić uniwersalną, dziecięcą Kartę Praw, która obejmuje:
1. Prawo do bycia kochanym, bez konieczności zapracowania sobie na to
2. Prawo do bycia chronionym, bez konieczności zasłużenia sobie na to
3. Prawo do poczucia własnej wartości, nawet jeśli przychodzisz na ten świat z niczym
4. Prawo do bycia wysłuchanym, nawet jeśli nie jesteś interesującym
5. Prawo do bajki na dobranoc, bez konkurencji z wieczornym dziennikiem
6. Prawo do edukacji, w szkołach bez przemocy
7. Prawo, by czuć się uroczym [nawet jeśli tylko matka może to przyznać].
Drodzy Przyjaciele, podstawą naszej ludzkiej wiedzy, początkiem naszej ludzkiej świadomości musi być fakt, iż każdy z nas jest kochany. Jeszcze nim dowiesz się, czy twoje włosy są rude czy brązowe, nim dotrze do ciebie czy jesteś czarny czy biały, nim uświadomisz sobie, jaką religię wyznajesz - musisz najpierw wiedzieć, że jesteś kochany.
Jakieś 12 lat temu, kiedy miałem zacząć trasę "Bad", odwiedził mnie w moim domu w Kalifornii pewien mały chłopiec wraz ze swoimi rodzicami. Umierał na raka, powiedział mi, jak bardzo kocha moją muzykę i mnie samego. Jego rodzice mówili, że nie przeżyje, że każdy dzień może być jego ostatnim, powiedziałem mu: "Słuchaj, za trzy miesiące koncertem w twoim mieście, w Kansas otwieram swoją trasę. Chcę, żebyś przyszedł na koncert. Dam ci swoją kurtkę, w której wystąpiłem w teledysku". W jego oczach pojawiły się iskierki, zapytał: "DASZ mi ją?" Odpowiedziałem: "Tak, ale musisz obiecać, że założysz ją na koncert". Chciałem podnieść go na duchu. Powiedziałem: "Na koncercie chcę cię widzieć w tej kurtce i w tej rękawiczce" - i dałem mu jedną z moich rękawiczek, wysadzanych kryształami - a zwykle nikomu ich nie oddaje. Był wniebowzięty.
Choć może właśnie był za blisko nieba, kiedy przyjechałem do jego miasta on już nie żył, pochowano go w tej rękawiczce i kurtce. Miał zaledwie 10 lat. Bóg wie i ja wiem, że ze wszystkich sił starał się przeżyć. Ale przynajmniej kiedy umierał wiedział, że był kochany - nie tylko przez swoich rodziców, ale także przeze mnie - niemal obcego. Ja też go kochałem. Dzięki tej miłości wiedział, że nie przyszedł na ten świat sam i z pewnością czuł że nie opuszcza go samotnie.
Jeśli przychodzisz na świat wiedząc, że jesteś kochany i opuszczasz go z tą samą świadomością, wszystko z czym w międzyczasie przyszło ci się zmierzyć - jest do pokonania. Profesor może cię poniżać - ty nie poczujesz się poniżony, szef może cię dręczyć, ale ty cię nie zniszczy, wielka korporacja może cię pokonać, ale to ty wciąż będziesz triumfował. Bo jakże ktoś z nich mógłby cię naprawdę pokonać? Przecież wiesz, że jesteś kochanym. Wszystko inne to sprawy drugorzędne, po prostu opakowanie.
Jeśli jednak wśród wspomnień brakuje ci tych o byciu kochanym, jesteś skazany w życiu na wieczne poszukiwania czegoś, co wypełni tę pustkę. Nieważne, ile bogactwa zgromadzisz, jak sławnym się staniesz, wciąż będziesz czuł pustkę. To, czego tak naprawdę szukasz, to bezwarunkowa miłość, całkowita akceptacja. To właśnie odebrano ci w chwili twoich urodzin.
Przyjaciele, pozwólcie mi naszkicować pewien obraz. Oto typowy dzień w Ameryce - sześciu młodych ludzi poniżej 20 roku życia popełnia samobójstwo, 12 dzieci poniżej 20 roku życia umiera od ran postrzałowych - pamiętajcie: to JEDEN DZIEŃ, nie rok - 399 dzieciaków zostaje aresztowanych za używanie narkotyków, nastoletnie matki rodzą 1,352 dzieci. To wszystko dzieje się w jednym z najbogatszych, najbardziej rozwiniętych krajów w dziejach świata.
Tak, w moim państwie panuje epidemia przemocy, która nie ma sobie równych w żadnym innym rozwiniętym kraju. W ten sposób młodzi Amerykanie wyrażają swój ból i swoją złość. Ale nie łudźcie się, że ten sam ból i udręka nie przypadają w udziale ich brytyjskim rówieśnikom. Badania w tym kraju dowodzą, że co godzinę, w Wielkiej Brytanii 3 nastolatków rani się, tnie, podpala, przedawkowuje. Oto ich sposób, jaki wybrali dla uporania się z bólem, zaniedbaniem i emocjonalną agonią.
W Wielkiej Brytanii 20 % rodzin raz w roku zasiada wspólnie do obiadu. Raz w roku! A co z tradycją czytania bajek na dobranoc? Badania z lat 80-tych pokazały, że dzieci, którym czytano są bardziej uzdolnione w czytaniu i pisaniu, dużo lepiej wypadają na tym polu w szkole niż ich rówieśnicy. A mimo to, tylko niespełna 33% małych Brytyjczyków, w wieku od 2 do 8 lat regularnie ktoś czyta do poduszki. To niby nic, ale zważcie na to, że 75% ich rodziców SŁUCHAŁO takich bajek, kiedy byli w ich wieku.
Oczywiście, nie musimy się zastanawiać, gdzie swoje źródło ma ten ból, gniew czy przemoc. To jasne, że dzieci buntują się przeciwko zaniedbaniom i obojętności i krzyczą, żeby w końcu ktoś ich zauważył. Przeróżne instytucje zajmujące się ochroną dzieci w USA wskazują, że miliony dzieci w ciągu roku staje się ofiarami znęcania się poprzez zaniedbanie. Tak, zaniedbania. W bogatych, uprzywilejowanych domach, kipiących wręcz od elektronicznych gadżetów. Domach, gdzie rodzice wracają "do domu", ale tak naprawdę nie są "w domu", gdyż myślami wciąż są w biurze. A ich dzieci? Cóż, ich dzieci muszą zadowolić się tymi co dla nich zostaje, okruchami uczuć. A z ciągłego przesiadywania przed telewizorem, gier komputerowych czy wideo wiele nie można otrzymać.
Te okrutne, zimne liczby, które osobiście ranią moją duszę i są wstrząsające dla ducha, powinny Państwu uświadomić, dlaczego zainwestowałem tak wiele czasu i środków w powodzenie naszej inicjatywy "Heal the Kids".
Nasz cel jest prosty - chcemy odtworzyć na nowo więź między dziećmi a rodzicami, odnowić ich obietnice, rozjaśnić przyszłość tych wszystkich tych pięknych dzieci, które kiedyś będą stąpać po tej ziemi.
Ponieważ jest to moje pierwsze publiczne wystąpienie, a tak ciepło i serdecznie zostałem tu przyjęty, czuję, że jestem Państwu winien więcej zaufania. Każdy z nas ma swoją historię, dzięki nim statystyki stają się osobiste.
Mówi się, że rodzicielstwo jest jak taniec. Robisz jeden krok, a twoje dziecko robi następny. Zauważyłem jednak, że wzbudzenie w rodzicach zainteresowania własnymi dziećmi to tylko połowa historii/sukcesu połowiczne załatwienie sprawy. Druga połowa to spowodowanie, żeby dzieci ponownie zaakceptowały swoich rodziców,
Pamiętam, kiedy byłem jeszcze bardzo mały, mięliśmy szalonego psa, Black Girl, mieszańca wilka i psa myśliwskiego. Black Girl była nie tylko kiepskim psem obronnym, ale była tak płochliwa i nerwowa, że chyba tylko cudem nie zdychała za każdym razem, gdy w pobliżu przejeżdżała ciężarówka albo kiedy nad Indianą przechodziła burza. Razem z siostrą Janet daliśmy jej wiele miłości, jednak nigdy nie udało nam się zdobyć jej zaufania, z którego ograbił ją poprzedni właściciel. Wiedzieliśmy, że ją bił. Nie wiedzieliśmy czym. Ale cokolwiek to było wystarczyło, by pozbawić ją poczucia bezpieczeństwa.
Dziś mnóstwo dzieciaków jest jak zranione szczenięta, które odzwyczajono od miłości. Nie poświęcają uwagi rodzicom. Pozostawione same sobie, korzystają ze swojej niezależności. Idą naprzód, pozostawiając rodziców w tyle.
Są jeszcze inne, gorsze przypadki dzieci, wrogo nastawionych wobec swoich rodziców, żywiących do nich urazę, odrzucających każdą próbę zbliżenia się do nich.
Dziś, nie chcę, aby ktokolwiek z nas popełnił podobny błąd. Dlatego dziś wieczorem wzywam wszystkie dzieci świata, jeśli czują się zaniedbane - by wybaczyły swoim rodzicom. Wybaczcie im i nauczcie ich na nowo kochać.
Zapewne nie byliście Państwo zaskoczeni słysząc o tym, że moje dzieciństwo nie było idealne. Szeroko rozpisywano się o spięciach i nieporozumieniach z moim ojcem. Mój ojciec jest twardym człowiekiem, który już od wczesnego dzieciństwa robił wszystko, byśmy z braćmi stali się najlepszymi artystami, jakimi tylko mogliśmy zostać.
Nie umiał okazywać uczuć. Nigdy nie powiedział, że mnie kocha. Nigdy nie usłyszałem od niego komplementu. Po świetnym występie mówił, że był jedynie dobry. Zaś jeśli występ był dobry - nie mówił nic.
Wydawał się być zdeterminowanym, byśmy - bez względu na koszta - osiągnęli komercyjny sukces. Na tym polu był więcej niż ekspertem. Mój ojciec jako manager był geniuszem, moi bracia i ja zawdzięczamy nasz zawodowy sukces presji, z jaką na nas naciskał. Ćwiczył mnie na showmana, pod jego okiem nie mogłem pomylić kroków.
Ale to, czego chciałem, to tata. Chciałem ojca, który pokazałby mi, czym jest miłość. A mój ojciec nigdy tego nie uczynił. Nigdy nie powiedział, patrząc mi prosto w oczy "kocham cię", nigdy się ze mną nie bawił, nie wziął na barana, nie prowadziliśmy bitew na poduszki czy balony z wodą.
Ale pamiętam, kiedyś, kiedy miałem może 5 lat, przy okazji święta w mieście, podniósł mnie i wsadził na kucyka na karuzeli. Całkiem mały gest, o którym zapewne zapomniał pięć minut później. Ale właśnie dzięki tej jednej chwili ma swoje szczególne miejsce w moim sercu. Bo właśnie takie są dzieci - drobnostki znaczą dla nich tak wiele, a dla mnie ta chwila znaczyła wszystko. Doświadczyłem tego tylko ten jeden raz, ale obudziło to pozytywne uczucia wobec niego i wobec świata
Teraz sam jestem ojcem, zastanawiałem się kiedyś, jak chciałbym, żeby moje dzieci - Prince i Paris - myślały o mnie, kiedy dorosną. Z pewnością chciałbym, żeby pamiętały, że starałem się, żeby zawsze były ze mną, że stawiałem je ponad wszystko. Przed nimi też stoją wyzwania. Ponieważ moje dzieci są nękane przez paparazzi, nie mogą pójść ze mną do parku czy do kina.
Więc co jeśli podrosną i zarzucą mi, że moje decyzje zniszczyły ich młodość? Może zapytają o to, dlaczego nie miały zwyczajnego dzieciństwa, jak inni. Modlę się o ich wyrozumiałość w takiej chwili z ich strony. "Tatuś zrobił wszystko, co tylko mógł w obliczu tego, z czym przyszło mu się mierzyć. Może nie był idealnym ojcem, ale był ciepłym i oddanym człowiekiem, który starał się dać nam całą miłość świata."
Mam nadzieję, że zawsze będą się skupiać na rzeczach pozytywnych, na tym wszystkim, co chętnie dla nich poświęciłem, że nie będą narzekać na to, z czego same musiały zrezygnować, albo na błędy, które popełniłem i które z pewnością jeszcze popełnię, kiedy będą dorastały. Wszyscy jesteśmy czyimiś dziećmi i wiemy, że nawet pomimo najlepszych planów, popełniamy błędy. To ludzkie.
I kiedy myślę o tym, z nadzieją, że moje dzieci nie ocenią mnie w surowo i wybaczą moje słabości, zmuszony jestem myśleć i o własnym ojcu, mimo moich wcześniejszych przekonań zmuszony jestem przyznać, że musiał mnie kochać. Kochał mnie, wiem o tym.
Były pewne drobnostki, które to zdradzały. Kiedy byłem mały uwielbiałem słodycze - któż ich nie lubił? Najbardziej lubiłem lukrowane pączki, o czym mój ojciec wiedział. Co kilka tygodni schodziłem rano na dół, gdzie na kuchennej szafce czekała torebka lukrowanych pączków - bez żadnej karteczki, bez wyjaśnień - tylko pączki. Niczym Św. Mikołaj.
Czasem specjalnie chciałem jak najpóźniej pójść spać, żeby się przekonać, czy to on je tam zostawia, ale tak jak z Mikołajem - nie chciałem niszczyć tej magii, bałem się, że to się skończy. Mój ojciec musiał w tajemnicy kłaść je tam nocą, tak, by nikt nie przyłapał go bez tego swojego pancerza. Bał się ludzkich uczuć, nie rozumiał ich, albo nie wiedział, jak sobie z nimi radzić. Ale wiedział o pączkach.
A kiedy pozwalam sobie jeszcze bardziej na otwartość, są jeszcze inne wspomnienia - wspomnienia drobnych gestów, może i niedoskonałych, które jednak pokazują, że starał się, jak tylko mógł. Więc dzisiejszego wieczoru bardziej nad tym, czego mój ojciec nie zrobił, chcę skupić się na tym, czego dokonał oraz na jego osobistych zmaganiach. Chcę przestać go osądzać.
Zacząłem zastanawiać się nad tym, że mój ojciec dorastał na Południu, w bardzo biednej rodzinie. Dojrzewał w czasach gospodarczego kryzysu, zaś jego ojciec - który musiał się natrudzić, żeby wykarmić swoje dzieci - okazywał rodzinie mało zainteresowania. Mojego ojca i jego rodzeństwo wychowywał żelazną ręką. Któż może sobie nawet wyobrazić jak to jest, dorastać jako biedny czarny chłopak, na Południu, pozbawiony godności, ograbiony z nadziei, walczący o to, by stać się kimś w świecie, który traktował go jako osobę drugiej kategorii. Byłem pierwszym czarnym artystą, którego utwory grano w MTV i pamiętam, jak ważne było to wydarzenie, nawet wtedy. A były to już lata 80-te!
Mój ojciec przeniósł się do Indiany, sam założył wielką rodzinę, pracował długie godziny w hucie - praca niszczyła jego płuca, ale i jego ducha - wszystko to znosił dla swojej rodziny. Czy więc może dziwić, że miał trudności z okazywaniem uczuć? Czy to w ogóle jest jakaś tajemnica, że jego serce twardniało, że skrywał swoje uczucia za murem, który sam zbudował? A przede wszystkim, czy może dziwić, że tak bardzo naciskał na swoich synów, by odnieśli sukces jako artyści, by uniknęli losu, jaki on znał - życia bez godności i w biedzie?
Nawet jego szorstkość zacząłem odbierać jako rodzaj miłości, z pewnością niedoskonałej, ale mimo wszystko miłości. Naciskał na mnie, bo mnie kochał. Ponieważ nie chciał, żeby ktokolwiek patrzył na jego dzieci z góry.
Teraz, z czasem, bardziej niż gorycz wobec niego, czuję błogosławieństwo, zamiast złości - wybaczenie, zamiast zemsty - pojednanie. Złość, którą czułem wewnątrz ustąpiła miejsca wybaczeniu.
Niemal 10 lat temu założyłem fundację "Heal the World". Jej nazwa była wyrazem tego, co poczułem w środku. Nic jeszcze nie wiedziałem, kiedy Shmuley wskazał mi, że te dwa słowa to kamienie węgielne proroctwa Starego Testamentu. Czy ja naprawdę wierzę, że możemy uleczyć świat, który nawet dziś dręczony jest przez wojny i ludobójstwo? I czy naprawdę wierzę, że możemy uleczyć nasze dzieci - te same dzieci, które z bronią i nienawiścią idą do szkoły i z zminą krwią strzelają do kolegów, tak jak to było w szkole Columbine?*** Albo dzieci, które biją rówieśników na śmierć, jak w przypadku Jamie'go Bulger'a?**** Oczywiście, że wierzę! Inaczej nie byłoby mnie tu dziś.
Jednak to wszystko zaczyna się od wybaczenia, bo, aby uzdrowić świat musimy najpierw musimy uleczyć samych siebie. A aby uzdrowić dzieciaki, najpierw musimy uzdrowić te dzieci, które tkwią w każdym z nas. Jako dorosły, jako rodzic zdaję sobie sprawę, że nie można być w pełni człowiekiem, ani rodzicem zdolnym do bezgranicznej miłości, jeśli nie pogrzebie się demonów własnego dzieciństwa.
I o to właśnie proszę dziś nas wszystkich. Żyjmy zgodnie z V przykazaniem! Szanujmy rodziców, nie osądzajmy ich. Obdarzmy ich kredytem zaufania.
Oto dlatego właśnie chcę wybaczyć mojemu ojcu i przestać go oceniać. Chcę mu wybaczyć, bo chcę mieć ojca, a tylko tego mam. Chcę zrzucić ciężar przeszłości i bez tego balastu odbudować z nim relacje na przyszłość, z dala od goblinów z przeszłości.
W świecie wypełnionym nienawiścią, nie wolno nam porzucić nadziei. W świecie wypełnionym gniewem, musimy dodawać sobie otuchy. W świecie wypełnionym rozpaczą, nie wolno nam porzucać marzeń. W świecie wypełnionym destrukcją, musimy wciąż wierzyć.
Wszystkich was, którzy czujecie się zawiedzeni przez swoich rodziców, proszę - porzućcie wasze rozczarowanie. Wszystkich was, którzy czujecie się oszukani przez waszych ojców i matki proszę - nie oszukujcie sami siebie. Wszystkich was, którzy chcecie odepchnąć swoich rodziców proszę, wyciągnijcie do nich rękę. Proszę was, proszę sam siebie - obdarzmy rodziców bezwzględną miłoścą, niech nauczą się od nas - dzieci, jak kochać. Niech miłość zagości na nowo w tym porzuconym i samotnym świecie.
Shmuley wspomniał kiedyś starożytne biblijne proroctwo, które mówi o nadejściu nowego świata, nowych czaów, kiedy to "serca rodziców zostaną odbudowane przez serca ich dzieci". Moi przyjaciele, to my tworzymy ten świat, to my jesteśmy tymi dziećmi.
Mahatma Ghandi powiedział: "Człowiek słaby nie potrafi wybaczać. Wybaczanie jest cechą mocnych" Dziś bądź silnym! Bądź więcej niż silnym, stań do największego wyzwania, jakie kiedykolwiek przed nami było - musimy na nowo zawrzeć zerwane przymierze.
Musimy wznieść się ponad wszystko - nawet ponad te najbardziej przerażające skutki, jakie na nasze życie miało dzieciństwo i za słowami Jesse Jackson'a - przebaczmy sobie, zbawmy się wzajemnie i do przodu!
To wezwanie do przebaczenia być może nie będzie skutkować tym, że Oprah zaprosi do swojego programu cały świat, gdzie tysiące dzieci będzie godzić się ze swoimi rodzicami, ale niech to będzie przynajmniej początek, zaś z rezultatów wszyscy będziemy mogli się cieszyć.
I tak, Panie i Panowie, kończę moje wystąpienie tego wieczoru z wiarą, radością i podekscytowaniem.
Od dziś, niech brzmi nowa pieśń
Niech tę nową pieśń tworzy śmiech dzieci
Niech tę nową pieśń tworzą bawiące się dzieci
Niech tę nową pieśń tworzą śpiewające dzieci
I niech tę nową pieść tworzą słuchający rodzice
Razem, stwórzmy symfonię serc, niech zaskoczy nas cud naszych dzieci, niech ogrzeje nas piękno miłości.
Uleczmy świat, zniweczmy jego ból
I twórzmy razem cudowne dźwięki
Niech Bóg was błogosławi, kocham was
----
* w marcu 2001 Michael złamał nogę
** pismo Świadków Jehowy
*** 20.04.1999 roku, w Columbine High School, dwaj nastoletni uczniowie zastrzelili dwunastu rówieśników i jednego nauczyciela, 24 osoby zostały ranne
**** dwulatek, skatowany na śmierć przez dwóch dziesięciolatków, w 1993 w Kirkby, w Wielkiej Brytanii
tłumaczenie:
anialim
Interpréter le texte!
agador, merci