Jeśli ktoś da radę to przeczytać----->przedstawiam swój własny subiektywny sposób widzenia.Bardzo długo trawiłam ten temat.
Jestem z jednej strony wstrząśnięta tym co się stało a z drugiej strony sprowadzając bóstwo jakim jest Michael do postaci człowieka i to człowieka który brał już końskie dawki leków przypisane przez lekarzy!! to trochę rozumiem tą sytuację.
Czytając biografie różnych artystów jest to zjawisko dość powszechne. Jak widać Michael uległ mu nieświadomie mimo sprzeciwu po płaszczykiem „ no przecież jest ok bo lekarz mi to przepisuje”
Już kiedyś pisałam że w pewnym momencie przestałam go uznawać za nieśmiałego dziecinnego chłopczyka jakim próbował nam się wcisnąć w mediach.
To facet który doskonale znał swoją wartość, korzystał ze wszystkich uciech życiowych.
Powadził też twarde negocjacje biznesowe. Jak na jego możliwości i moc hien która się wokół niego kręciła i tak nieźle zachowywał dystans. Spójrzcie jakim był udziałowcem w Sony, miał prawa do katalogu Beatlesów, kręcił interesy na pełną skalę. Owszem otaczało go wielu ludzi którzy dopracowywali to pod względem prawnym ( nie do końca zawsze uczciwie ) ale Jego interesowała idea, samo sendo i On miał ostatnie słowo.
Miał nieograniczoną wyobraźnię bo jemu NIKT nie odmawiał i zawsze był nowatorski i pierwszy. Niczego się nie bał!
Jego lekka megalomania (należna w pełni) dawała efekty.
Uwierz w siebie to Jego główne motto.
Myślę, że to właśnie kłuło w oczy wielu ludzi, do tego dochodził rasizm. No jak to jakiś murzyn będzie tu sobie szalał bez ograniczeń i zarabiał TAKĄ kasę???
Wokół kasy kręci się życie w USA.
Jak najłatwiej upupić człowieka jak pisał Gombrowicz??? przez zależność.
W uzależnieniu czy król czy biedak zachowują się tak samo.
Przytoczę kilka faktów które mogą pasować do Michaela ale jak wiadomo każdy jest indywidualnym przypadkiem który podlega ogólnym zasadom:)
Pierwsze to książkowe objawy uzależnienia czyli:
- Silna, natrętna potrzeba wzięcia leków,
- Jego upośledzona zdolność kontrolowania ich zażywania (trudności w unikaniu wzięcia pierwszej dawki, trudności w zakończeniu brania albo problemy z kontrolowaniem brania do wcześniej założonego poziomu
( zwlekanie przez ochroniarza z łóżka na drugiej części trasy History kiedy nie było wiadomo czy kolejny koncert dojdzie do skutku bo Michael nie miał siły się dobudzić po lekach uspokajających)Nikt,nie zdawał sobie sprawy,że Michael w październiku 1997,był o krok od śmierci.
- Zażywanie leków w celu złagodzenia albo zapobieżenia zespołowi odstawienia oraz subiektywne poczucie skuteczności takiego postępowania. To opisane branie na pobudzenie i branie na uspokojenie. Jak maszyna na paliwo bez którego nie działa
- Objawy abstynencyjne (drżenia mięśniowe, nadciśnienie tętnicze, tachykardia, nudności, wymioty, biegunki, bezsenność, rozszerzenie źrenic, wysuszenie śluzówek, wzmożona potliwość, zaburzenia snu, nastrój drażliwy lub obniżony, lęk).To działa tak samo jak przy alkoholu. Substancja jest nieistotna. Z uzależnienia od leków dużo trudniej się wychodzi.
Branie leków jest społecznie przyzwolone. To jak z Ozzym Osubornem, wszakże on brał tylko leki na ból pleców?!żona Ozzy`ego opisywała w biografii jak mąż był uzależniony, jak łatwo o leki, jak lekarze przepisują tabletki bo wystarczy że gwiazda powie "bolą mnie plecy" (tak robił Ozzy) dostawał wszystko bo płacił, lekarz chce zarobić zrobi wszystko żeby wyciągnąć jak najwięcej forsy, napisała że jest w stanie sam uzależnić pacjenta żeby przy nim pozostał, podawała przykład swój i mężą.
Ozzy wychodził z nałogu uzależnienia od tabletek przeciwbólowych i lekarz miał to gdzieś, przepisywał mu opiaty a to był ich lekarz osobisty, rodzinny, Sharon zorientowała się że w ciągu roku wyciągnął od nich za same wizyty 750 000 dolców. Michaela zapewne dużo więcej bolało bo jako tancerz dążący do perfekcji miał wiele kontuzji.
- Zmieniona (najczęściej zwiększona) tolerancja (ta sama dawka z czasem nie przynosi oczekiwanego efektu, potrzeba spożywania większych dawek leku dla wywołania oczekiwanego efektu).Dochodzi potem do tego że nieuzależniony człowiek gdyby wziął to co Mike padłby trupem na miejscu
- Zawężenie repertuaru zachowań związanych z braniem leków do 1 - 2 wzorców. Koncerty (niekończąca się trasa History), poszukiwanie kolejnych dostawców pod pseudonimami.
- Postępujące zaniedbywanie alternatywnych do naćpania się , zachowań i zainteresowań.
To jak siedział w hotelu i już nigdzie się nie ruszał. Spędzał całe dnie w piżamie ukrywając się przed światem.
- Zażywanie leków mimo oczywistej wiedzy o ich szczególnej szkodliwości dla zdrowia .
System ten zwany jest także inaczej systemem nastawień i oczekiwań narkotykowych. Dotyka on najdelikatniejszej sfery funkcjonowania człowieka - emocji. Jak często czujemy, że nie mamy pary aby cokolwiek robić, że siadają nam nasze akumulatory, że nic nas nie cieszy lub wszystko złości.
Kiedy w życiu zbyt dużo jest sytuacji stresujących, pojawia się wyrwa w naszym bilansie emocjonalnym. Takie nadgryzione koło nie będzie się toczyło. Podobnie jak samochód, który złapie gumę. W takiej sytuacji ludzie spontanicznie robią coś aby wyrównać tę wyrwę w swoim bilansie emocjonalnym - kopią działkę, malują, piszą wiersze, chodzą po lesie. Te zachowania można podzielić zasadniczo na dwie kategorie:
-zachowania wytwórcze (malowanie, muzyka),
-zachowania kontemplacyjne (podziwianie przyrody, sztuki).
Pozwalają one doładować swoje akumulatory, uzyskać równowagę. Wymaga to jednak pewnego wysiłku od nas, umiejętności, nawyku tego rodzaju zachowań. Co więc robi osoba, która nie potrafi, lub traci przez natłok spraw umiejętność takiego sposobu powracania do równowagi? Osoba która jest obciążona na co dzień przez wieczne oczekiwania innych wobec niej? Jak wielkie ciśnienie miał Michael. No niby od małego był obyty ze sławą i ze środowiskiem ale....człowiek się zmienia przez całe życie. Trudno non stop żyć na szczycie, jeszcze trudniej jest sobie odpuścić. Do tego dochodzi cholerny nacisk zew., traktowanie jak super biznesu, zobowiązania i silny perfekcjonizm itd. Perfekcjonizm jest często sztandarową cechą ludzi którzy są podatni na uzależnienia.
W tym momencie pojawiają się najczęściej propozycje i to do osób zaufanych szybkich regulatorów, które niestety są chemiczne. Dragi stają się łatwo dostępnym środkiem regulującym stan emocjonalny. Patologiczne zażywanie środków p/bólowych, uspokajających i pobudzających prowadzi do głębokich zaburzeń emocjonalnych. Sfera emocjonalna zostaje zdominowana przez cierpienie i próby jego łagodzenia za pomocą kolejnego odlotu. Leki przestają służyć utrzymywaniu kontaktu między rzeczywistością, a reakcjami emocjonalnymi. Zaczynają kierować nim nałogowe stereotypy.
Wyobraźcie sobie sytuację, kiedy młody Michael po raz pierwszy dostaje leki. Nieważne czy czuje się dobrze czy tylko oszołomiony, istotne jest odkrycie, że lekarstwo w pewnej dawce przynosi ulgę. Okoliczności pozwoliły mu odkryć magiczną moc leków (w celu uzyskania ulgi, euforii, odprężenia, ) i wykorzystywał to w miarę możliwości z czasem jak najczęściej.
To nie jest proces z dnia na dzień. To się działo przez lata, niepostrzeżenie jak złodziej narkotyk wkradał się w Jego życie. Myślę że początkiem była albo pierwsza operacja nosa albo wypadek z włosami.
W ten sposób kształtuje się pierwsze ogniwo Systemu Nałogowego Regulowania Uczuć tzn. leki stają się podstawowym źródłem powstawania pozytywnych emocji.
Uzależniony powoli rezygnuje z uzupełniania deficytu w bilansie emocjonalnym poprzez kontemplację czy tworzenie. Deficyt wyrównuje substancja chemiczna. Dając złudne odprężenie.
Można to porównać do sytuacji, kiedy ktoś wspina się na wysoką górę aby zobaczyć przepiękny widok po drugiej stronie, pewnego dnia odkrywa tunel - jaskinię, która wychodzi na drugą stronę, może trochę niżej, ale widzi prawie to samo, no może ciut mniej. Nie chce mu się więc już trudzić na szczyt góry aby zobaczyć prawie to samo. Zaczyna systematycznie chodzić na skróty.
Zaczyna się koncentracja życia wokół zdobywania kolejnych dawek Powstaje Drugie Ogniwo Systemu Nałogowego Regulowania Uczuć tzn. zmniejsza się atrakcyjność i dostępność innych niż wzięcie kolejnej dawki lekarstwa( narkotyku) źródeł pozytywnych stanów emocjonalnych.
W miarę brania coraz rzadziej zaczyna się udawać doznawać euforii, radości, odprężenia. Większość prób wzięcia tylko na ból często zupełnie zmyślony , niefizyczny kończy się urwaniem filmu. Coraz częściej w związku z tym pojawiają się: poczucie winy, kac moralny.
Chemia coraz częściej zaczyna być potrzebna do tego aby do głosu nie dochodziły wyrzuty sumienia, by nie myśleć o sobie źle.
Trzecie Ogniwo SNRU to uśmierzanie negatywnych emocji aby pojawiły się pozytywne doznania. Michael doznawał ulgi kiedy brał leki i kiedy przestawał wtedy cierpieć. Coraz częściej pojawiały się lęki, niepokój. Na tym etapie pojawia się myślenie - z prochami źle, bez prochów
jeszcze gorzej. W kolejnym Ogniwie SNRU pojawia się lęk i staje się podstawowym rodzajem przeżywanych uczuć.
Pojawiają się lęki, pojawia się nadwrażliwość na bodźce dźwiękowe. Są to głównie przeżycia z okresu kiedy obniża się poziom narkotyków we krwi. Perspektywa dnia bez prochów wydaje się być katastrofą. W miarę ćpania zmienia się osobowość uzależnionego. Staje się bardziej drażliwy, wybuchowy, błahe wydarzenia wytrącają go z równowagi - lęk staje się nieodłącznym towarzyszem.
Pamiętam Michaela z tamtego okresu.Nie rozumiałam Go. Totalnie niedostępny, nieracjonalny, odizolowany, chowający się za firanką. Zwalniał wszystkich którzy próbowali mu pomóc. Odbierał to jako atak na jego osobę. To typowy system wyparcia.
Nie ma ludzi którzy Ci mówią że coś nie gra ...nie ma problemu! Żył w wymyślonym świecie rozgrzebując dzieciństwo i w nim szukając swoich źródeł cierpienia. Odmawiał ułomności swemu ojcu wymagając od niego rzeczy których Joseph nie potrafił dać. Chował się i izolował coraz więcej.
Pamiętam teledysk 2300 Jackson Street Michael jest tylko migawką od czasu do czasu bo tak wypada ale nie bierze zupełnie w tym udziału.
Myślę że na potrzeby PR podkreślał swoje związki z rodziną. Tak naprawdę uciekał od nich, czuł się lepszy, zdolniejszy, pracowitszy.
Wiem, wiem że mógł się czuć wykorzystywany na ten moment ale...kurcze to byli jego bracia.
Michael wiedział że tylko leki na ten moment pozwolą mu uwolnić się od cierpienia mentalnego.
Jak to kiedyś napisała gdzieś Elizabeth- Michaela bolała dusza. Często kiedy nam się źle dzieje psychicznie zaczynamy czuć się chorzy, mamy objawy grypy lub bólu serca, duszności.
Ja myślę, że On na ten moment głęboko wierzył że jest chory, miał niewiarygodnie obniżony próg odporności na cierpienie i ból.( Któryś z jego braci o tym też kiedyś wspominał).
Michael nie widział wtedy innego sposobu poradzenia sobie z cierpieniem. Inne sposoby były zbyt trudne i powoli zaczął zmieniać swój styl życia.
Przypomina to sytuację, gdy kierowca jadąc samochodem łapie gumę. Wysiada i dopompowuje koło, ponieważ dziura była mała jedzie dalej. Po kilku kilometrach powietrze znowu wychodzi więc pompuje ponownie. Tym razem dziura się już powiększyła i może ujechać tylko kawałek. Ponownie powietrze wychodzi. Dziura jednak jest już tak duża, że stoi i pompuje, a powietrze schodzi, a on pompuje itd. Nie stać go aby oderwać się od pompowania i po prostu założyć koło zapasowe.
Główną myślą tego etapu jest "leki do życia są konieczne", przerwa w braniu musi się skończyć. To ogniwo SNRU to przede wszystkim niewiara w to, że można przestać brać i wytrwać w abstynencji. Stąd czasami to tęskne oczekiwanie kiedy zakończy się przerwa w braniu, kolejna płyta lub koncert budzi strach. Wracają stare emocje, stare schematy.
Ostatnie ogniwo tego systemu to ustawiczne wahanie się emocji od stanu cierpienia do ulgi, od napięcia do uspokojenia, od przygnębienia do pobudzenia. Ta oscylacja pomiędzy tymi skrajnymi uczuciami trwa jeszcze długo mimo utrzymywania abstynencji.
W ten oto sposób zamyka się koło uzależnienia od leków. Uczucia są tu głównym motorem i sterem.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze system dumy i kontroli. Podczas zażywania narkotyków zmienia się osobowość uzależnionego.
Pojawiają się sytuacje, które przynoszą Michaelowi bardzo sprzeczne doświadczenia. Raz zdarzają się sytuacje kiedy po użyciu leków staje się agresywny, wulgarny, podejmuje dziwaczne decyzje, zwalnia ludzi, rzuca telefonem o ścianie, płacze, podpisuje dokumenty o których nie ma pojęcia, daje sobą sterować.
Kiedy mija działanie chemii, woli nie pamiętać tego co się zdarzyło (i często tak jest faktycznie działając na "urwanym filmie").
Jest taki wzruszający mnie bardzo wywiad sygnowany przez the Sun wrzucony tu też na forum kiedy Michael z zażenowaniem odpowiada
nie pamiętam, mogło tak być itd Wywiad gdzie mówi o lekach
Tak więc słyszy opinie o sobie, sam tego doświadcza, że raz jest dobry a raz zły.
Jak to pogodzić? Jak pogodzić, że jedna i ta sama osoba jest dobrym ojcem, kochającym, czułym, szczodrym wrażliwym człowiekiem. Innym razem, staje się tyranem niedopuszczającym do siebie nikogo, lekceważących wszystkich dookoła, zwalniającym oddanych mu ludzi. Więc jaki jest? Kim jest? Dobrym czy złym?
Takie przeobrażanie się przypomina czasami stary horror "Dr Jekyl i Mr Hyde". Ten także pod działaniem tajemniczej mikstury przeobrażał się w potwora. Myślę, że narkotyki dziś spełnia rolę tej tajemniczej mikstury.
Tak więc branie doprowadza do stanu, kiedy zostaje zaburzona spójność i integracja JA osoby uzależnionej.
JA, jaźń - to jest nasze wewnętrzne poczucie, które daje nam znak, że to my. Kiedy patrzymy na zdjęcie z dzieciństwa rozpoznajemy siebie, mimo że teraz nie mamy włosów, mamy zmarszczki, lub inny nos. A jednak to cały czas ta sama osoba. Tylko, że z małego Mike stał się duży Michael.
Michael dodatkowo nie akceptujący upływu czasu ,zmian w sobie, swojego wyglądu. Nie przeszedł normalnego okresu dojrzewania, procesu socjalizacji, akceptacji zmian, kolejnych kryzysów tożsamości w życiu które powodują dojrzałość. On miał to wszystko od końca. Urodził się jako 8 letni starzec. To jest jeszcze trudniejsze. Do tego doszło poczucie „inności”, wyjątkowości, niezrozumienia.
Takie dwa obrazy siebie sprawiają, że coraz trudniej być takim jak w "tamtym" stanie. Pewne doświadczenia są nie do powtórzenia. Jeśli ktoś nauczył się występowania przed publicznością jak perfekcyjny robocik na pełnej parze to z dużą trudnością przyjdzie mu robić to bez dopalaczy kiedy brakuje już sił.
Właśnie takie transformacje, przeobrażanie się w kogoś innego są niezmiernie męczące. Bardzo przyjemnie jest choć przez chwilę poczuć się supermanem, lecz po przestaniu działania leków pojawia się znowu pytanie, kim jestem? W miarę brania coraz więcej było sygnałów, że to co robił, że to co mówił było złe. Fakty są przygniatające.
Kac moralny jest bardziej dokuczliwy niż fizyczny i kiedy już się leży na dnie ze zrujnowanym poczuciem własnej wartości - wtedy pojawia się "zbawienna" myśl: No tak - to ja właśnie jestem mistrzem świata w upadaniu na dno! Nikt tak nisko nie upadł jak ja! Tyle co ja potrafię znieść to nikt nie potrafi! Mam skórę nosorożca. Nikt nie narobił takich numerów co ja! itp. I nagle uzależniony staje na postumencie, który wybudował sobie z...niczego, ze swego upadku.
Tak, źle myśleć o sobie, to jest przykre, trzeba więc ratować za wszelką cenę swe poczucie wartości. Oprócz zaatakowania poczucia tożsamości (jego spójności), poczucia własnej wartości, zaburzone zostaje także poczucie mocy. Najboleśniej lekoman doświadcza tego kiedy traci kontrolę nad braniem leków.
Każdy chce mieć jakikolwiek wpływ na to co się dzieje z nim lub wokół niego.
Są jednak takie sprawy jak choćby pogoda, śmierć, budowa ciała, wobec których jesteśmy bezsilni. Nie mamy wpływu na to co się dzieje.
Michael doświadczał takiej bezsilności, niemożności wpływania jeżeli chodzi o lekarstwa. Stracił kontrolę nad zażywaniem leków, ale niestety nie chciał tego uznać, mało tego rozpaczliwie próbował sprawdzać i doświadczać różnych sytuacji, w których "a nóż" odzyska utraconą moc. Bardzo chciałby być nadal "siłaczem" mającym moc aby kontrolować, wpływać na swe stany emocjonalne, dozować je, wpływać na stany psychiczne.
Niestety! Został przygnieciony, prawie wessany przez tą cholerną chemię którą próbował dźwigać. Odgrodził się od świata, uparcie walczył, sprawdzał. Czasami pojawiały się okresy depresji, poddania się (ale tylko pozornego).Powrotu do normalności.Okresy kiedy oddychaliśmy z ulgą że jednak jest ok.
Michael nagle doświadczał, że oto jeszcze coś może! Odkrywał, że jeszcze może wpływać "na coś". Rzucał się na to rozpaczliwie, chwytał to jak tonący brzytwę. Może wpłynąć na ludzi wokół niego: przyjaciółkę, rodzinę, nianię, czasami terapeutę (niedoświadczonego) itd.
Oni zaś mogą prawie na klęczkach błagać go aby nie brał leków i zaczął się leczyć, a tymczasem on może powiedzieć: Jak będę chciał to będę brać!
Takie stwierdzenie daje bardzo duże poczucie mocy. Także osoby żyjące z lekomanem do tego o tak silnej i niezwykłej osobowości uzależniają się od niego, a on zyskuje namiastkę poczucia mocy, wpływu. To że "nie dał się złamać" dawało pewne poczucie, że jestem przez to coś wart. To są tylko złudzenia.
To co mógł zrobić to otworzyć drzwi do swej "celi". Klamka była wewnątrz. Otwarcie się na innych, przyjęcie ich pomocy, pozwala zyskać prawdziwą energię, daje poczucie tożsamości.
Najbardziej samotny człowiek na świecie.....tak naprawdę był samotny bo tak chciał.Za towarzyszy wybierał manekiny. One milczały.
To stwierdzenie "Jestem uzależniony od leków" stabilizuje wewnętrzne napięcia, rozterkę, oto wie kim jest!!! Uznanie swej bezsiły, niemocy w paradoksalny sposób przyniosłoby mu poczucie mocy, siły. Zyskałby w ten sposób także poczucie wartości.
Nie wierze że otoczenie było ślepe. Owszem była grupka ludzi która traktowała Go jak skarbonkę lecz gro patrzyło w niego jak w obraz. Jego system iluzji i zaprzeczeń działał jednak tak perfekcyjnie że nikt nie miał szansy na pomoc.
Nie uważam , że było tak cały czas. Były okresy kiedy jako szalenie inteligentny człowiek zdawał sobie sprawę ze swojego uzależnienia i próbował się leczyć. Korzystał z doświadczeń innych osób które to przeszły: Liz, Eltona. Zaliczył terapię co świadczy o pierwszym kroku do przyznania się do bezsilności ale....ta cholerna choroba jest nieuleczalna, śmiertelna i podstępna. Trzeba się pilnować na każdym kroku i przestrzegać zasad.
Pamiętam że gdzieś czytałam o tym jak był dumny mówiąc że mimo okropnego bólu kiedy go pogryzły pająki po nogach nie brał nic. Niestety są okresy nawrotu które wzmacniane są przez sytuacje stresujące, sytuacje w których wcześniej nałóg był pielęgnowany. Pamiętam jakieś zdjęcie Mike z dnia ogłoszenia wyroku procesu....Nie cieszył się jak inni, uciekł do domu. Czy to było normalne? przerażały mnie Jego puste oczy na którymś ze zdjęć.
Sama myśl o tym że wyrok mógłby być skazujący jest przerażająca. Jak myślicie....skąd te nagle ataki bólu pleców przez które nie był wstanie dojechać na rozprawę?? Myślę że koncerty w Londynie były sztandarowym przyczynkiem do ponownego wejścia w stare schematy. Do tego dochodzą czynniki zew. To bardzo trudna sytuacja, a kiedy człowiek nie ma wsparcia tylko oczekiwania jest jeszcze trudniej. O współuzależnieniu mogłabym napisać drugie tyle...ale nie chcę zamulać.
To oczywiście wyłącznie moje subiektywne zdanie i widzenie sytuacji.
Jeśli ktoś dotrwał do końca....dziękuje.
http://www.youtube.com/watch?v=_ssyxkxvHhE
Zedytowałam ten temat bo czas uczy mnie pokory.Nie mam prawa wydawać na niczyj temat wyroków czy osądów.To tylko ogólnie znane fakty i objawy tej bardzo trudnej choroby.Materiał jest wyłacznie poglądowy aby rzucić "światło" że to nie jest takie wszystko proste jak nam się wydaje.Nie wystarczy powiedzieć nie bierz , nie pij, nie rań...itp ludzka dusza jest zbyt mocno skomplikowana..